Wybierz region

Wybierz miasto

    Majowe powiewy pamięci

    Autor: Andrzej Górny, Krzysztof Kucharski

    2006-04-28, Aktualizacja: 2006-04-28 10:37 źródło: Polska Gazeta Wrocławska

    Obaj przeżyliśmy już więcej niż po pięćdziesiąt pierwszych majów mniej lub bardziej aktywnie. Zanim dojrzeliśmy do tego, że to święto stało się u nas zakłamane, cieszyliśmy się jak dzieci Pierwsze moje wspomnienie ...

    Obaj przeżyliśmy już więcej niż po pięćdziesiąt pierwszych majów mniej lub bardziej aktywnie. Zanim dojrzeliśmy do tego, że to święto stało się u nas zakłamane, cieszyliśmy się jak dzieci

    Pierwsze moje wspomnienie pierwszomajowe pochodzi z początków lat 50. XX wieku. Mam z pięć lat i siedzę na ramionach ojca.
    Jedną ręką kurczowo obejmuję jego kapelusz, drugą entuzjastycznie wymachuję papierową chorągiewką na patyku. Góruję nad tłumem, dość jednolicie odzianym w beże, granaty i szarości.
    Z ochrypłych głośników płyną melodie rewolucyjne, przerywane hasłami, których nie rozumiem. Chyba już wiem, że Stalin i Bierut to bardzo ważni panowie, ale dlaczego tacy ważni? Zdaje się, że walczą o pokój, czy coś takiego. Cieszę się nie wiadomo z czego, jak to pięcioletni głupek, a z czego cieszą się ci wszyscy dorośli?
    To pytanie zadam sobie dopiero po wielu latach. Na pewno cieszą się, że żyją, bo najstraszniejsza
    z wojen skończyła się niedawno. Nie wszyscy słuchają Wolnej Europy i nie każdy ma w rodzinie kogoś torturowanego przez UB.

    Bez przymusu
    Najwięcej wielbicieli ustroju jest wśród tych, którzy przesiedli się
    z furmanki na tramwaj, a w mieście po raz pierwszy zetknęli się z wodociągiem, oświetleniem elektrycznym, muszlą klozetową i kuchnią gazową. Przodownicy pracy na budowach i panie przekładające papierki w biurze swój awans społeczny zawdzięczają socjalizmowi i za to go kochają.
    Przymus uczestnictwa w pochodzie pierwszomajowym być może stosowano do 1956 r. Później się z takim zjawiskiem nie zetknąłem.
    Owszem, krążyły opinie, że wagarowicz nie dostanie paszportu albo podwyżki, albo wczasów, ale wątpię, by takie groźby się spełniały. Przecież niewykluczone, że jakieś wyjątkowo rygorystyczne podstawowe organizacje partyjne mogły oporny personel prześladować. Wiem, że w latach 70. większość pierwszych majów spędziłem na rybach, bo był to dzień otwarcia sezonu na szczupaka.
    Zresztą zawsze byli równi i równiejsi. Ludzie z Wrocławskiego Wydawnictwa Prasowego ustawiali się do pochodu na Podwalu i po godzinie grupa docierała do skrzyżowania ze Świdnicką. A tam już zza kotar Klubu Dziennikarza machali do nas rozanieleni koledzy (nazwiska przetrwały w legendach), którzy pochód bardziej niż przemarszem woleli uczcić wznoszeniem ciężarków 50 gramowych z zakazaną tego dnia zawartością. Przeważnie bowiem 1 maja władze ogłaszały prohibicję. Nie wiem, jak gdzie indziej, ale w Klubie pochodowi goście balowali do wieczora przy stołach zastawionych wodą mineralną, a z głów kurzyło się coraz bardziej. Ot, jedna z wielu zdobyczy socjalizmu, którego niejedna ówczesna sztuczka zadziwiłaby i dziś mistrza magików – Copperfielda.
    Szturmówka...
    ... to niewielka chorągiewka zamocowana na półtorametrowym kiju. Pierwszego maja przeważnie była czerwona lub biało-czerwona. Każda grupa uczestnicząca w pochodzie dostawała najczęściej z przydziału jeden długi transparent ze słusznym hasłem, np. „Niech żyje sojusz robotniczo-chłopski”; kilka niewielkich plansz ze znaczącymi akcentami wobec rzeczywistości typu: „Ręce przecz od Kuby”, „Budujemy drugą Polskę” albo „Szewcy z partią” oraz wspomniane szturmówki. Organizator zakładowego pochodu musiał ów „wystrój” marszowej kolumny rozdać jakimś ofiarom, które przez parę godzin były nierozerwalnie związane z przydzielonym drzewcem. Cwaniacy i oportuniści czujnie się na zbiórki spóźniali, dokąd propagandowymi nosicielami sprytny organizator nie zaczął czynić właśnie spóźnialskich. Ten majowy rekwizyt nie był ciężki, ale po pochodzie należało go odnieść na miejsce zbiórki, a to było już uciążliwe.

    Delikatesy na kółkach
    Tymczasem wszyscy się spieszyli na obiad do domu albo na spotkanie z kumplami w najbliższej knajpie, co było niepisaną w dniu robotniczego święta tradycją. W ten świąteczny dzień wszystkie sklepy były pozamykane na cztery spusty.
    Po centrum miasta, a także parkach i placach, gdzie odbywały się majówki, krążyły samochody-sklepy, a właściwie... samochody-delikatesy, bo można było kupić towary reglamentowane i poszukiwane, rzadko „rzucane na rynek”.

    Cóż to były za luksusy?
    Po pierwsze - różne wedlowskie przysmaki (ptasie mleczko, czekolada z orzechami), różne inne wyroby cukiernicze czy wyroby wędliniarskie (m.in. sucha krakowska, kiełbasa myśliwska oraz inne kiełbasy na tacce z bułką i musztardą). Wszystkie te delikatesowe wyroby trudno nawet wymienić, bo też przez lata obwoźne sklepy zmieniały swoją zawartość w zależności od potrzeb i oczekiwań obywateli.

    Majówki tańcujące
    Począwszy od małych wsi, aż po duże miasta i ich parki oraz place w porze poobiedniej na scenach, estradkach i przyczepach do traktorów, stosownie udekorowanych, zaczynały się najróżniejsze koncerty, konkursy i występy wszelkiej maści artystów, które „zabezpieczały” wszelkiej rangi placówki kulturalne. Takich oaz rozrywki w samym Wrocławiu było kilkanaście.
    Najpopularniejszymi miejscami były: plac Wolności, wzgórze Partyzantów, park Południowy i Pergola koło Hali Ludowej. Pod gołym niebem grały orkiestry symfoniczne i dęte, ludowe kapele, amatorskie zespoły młodzieżowe i zawodowi bigbitowcy. Popisywali się parodyści i sztukmistrzowie, wyczarowujący z cylindrów gołąbki pokoju.

    Gdy słońce chyliło się ku...
    zachodowi, co z ideologicznego punktu widzenia nie było słuszne, zaczynały się potańcówki.
    W większych miasta grały nawet zespoły znane z festiwali transmitowanych przez telewizję – od
    Kołobrzegu do Opola. Koncerty i tańce we wszystkich tych miejscach przyciągały tłumy, najczęściej lekko podchmielonych, miłośników rozrywki. Uczestnictwem w tych rozrywkach nie mogę się pochwalić.

    Święto Pracy 1 maja obchodzone jest od roku 1890. Wprowadziła je II Międzynarodówka, wyznaczając dzień obchodów w rocznicę wybuchu strajku robotników amerykańskich w Chicago (1 maja 1886). Także w Polsce czczono je po raz pierwszy w 1890. W czasach PRL-u stało się jednym z ważniejszych świąt. Tego dnia odbywały się pochody pierwszomajowe, trwające czasem kilka godzin. Dziś jest to święto tylko symboliczne.

    Sonda

    Trwają tegoroczne egzaminy dojrzałości. A jak Ty wspominasz swoją maturę?

    • nie byłoby źle, gdyby nie to, że wszyscy dopytywali czy się uczę i niepotrzebnie mnie stresowali (38%)
    • moja matura to najłatwiejszy sprawdzian, jaki miałem w życiu (33%)
    • nie zdawałem matury (16%)
    • to był horror, zadania były trudne i nieadekwatne do tego, co robiliśmy na lekcjach (14%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.