Wyniki kontroli, którą w Legnicy oraz w powiatach: legnickim i wołowskim przeprowadził wydział zarządzania kryzysowego wojewody dolnośląskiego, są porażające.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Wyniki kontroli, którą w Legnicy oraz w powiatach: legnickim i wołowskim przeprowadził wydział zarządzania kryzysowego wojewody dolnośląskiego, są porażające. Chodzi o brak działań ostrzegawczych przed nawałnicą, która przetoczyła się przez region 23 lipca.
Z raportu wynika, że samorządy nie mają sprawnie działających sztabów kryzysowych. Urzędy zachowują się tak, jakby nawałnice miały prawo zdarzać się w godzinach pracy urzędników, czyli do godz. 16. Potem ludzie muszą liczyć sami na siebie.


W starostwie legnickim żaden z pracowników nie ma w swoich obowiązkach całodobowego dyżuru. Wicestarosta Józef Antoniak wyznał, że nie chce tworzyć "wrażenia konkurencji" dla prezydenta Legnicy i dublować zadań miejskiego centrum zarządzania kryzysowego. Były podejmowane próby współpracy z miastem, ale w końcu urzędnicy dali sobie spokój. Uznali, że "to nie ma sensu".
Miasto Legnica nie ma porozumienia nie tylko z powiatem, ale także z tamtejszym komendantem straży pożarnej i pogotowiem ratunkowym. Ryszard Białek, wiceprezydent Legnicy, mówi, że miasto dostało po kontroli jedno zalecenie: razem ze starostą stworzyć wspólne centrum zarządzania kryzysowego. - Jesteśmy otwarci - mówi Białek.

- Żadna informacja nie jest przez nas lekceważona. Jednak codziennie przychodzi dużo komunikatów, co może wywołać syndrom zobojętnienia - tłumaczy Józef Antoniak.
W Prochowicach mejla z ostrzeżeniem z 23 lipca odebrano 5 dni później, kiedy w urzędzie włączono prąd. - Nic nie będę komentować - ucina burmistrz Halina Kołodziejska, dodając, że żadnego protokołu pokontrolnego jeszcze nie dostała.

W gminie Brzeg Dolny, na terenie której znajduje się zakład chemiczny PCC Rokita, mogło dojść do skażenia środowiska i zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi. - Nie dotarły do nas komunikaty z ostrzeżeniem. Musieliśmy awaryjnie chłodzić jeden z reaktorów - mówi Piotr Grobelny, szef biura bezpieczeństwa i prewencji w PCC Rokita.
Firmę o spodziewanej nawałnicy powinna poinformować gmina. Ale faks z informacją o wichurze utknął w sekretariacie burmistrza i był odczytany dopiero o godz. 7.30 następnego dnia.

- Trzeba uszczelnić system. Taki zakład powinien być powiadamiany przez sztab wojewody - broni się Stanisław Jastrzębski, burmistrz Brzegu Dolnego, który konsekwencji wobec swoich pracowników nie zamierza wyciągać. Józef Rzemień, dyrektor wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim, wytyka samorządowcom jeden podstawowy błąd. - Nawet jak przekazywali sobie informacje, to nikt nie pilnował, czy ona dotarła do osób odpowiedzialnych za zarządzanie kryzysowe - tłumaczy Rzemień, zapowiadając szkolenia pracowników gmin i powiatów. Eksperci od zarządzania kryzysowego nie mają wątpliwości, że samorządom potrzebne są te szkolenia. - Widać pokutuje przekonanie, że nawałnica może się przydarzyć wszędzie, tylko nie u nich - ocenia Alina Stahl, trener zarządzania kryzysowego.

Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!